Dostęp do tego świata od strony twórcy (fotografa, projektanta) jest nieco łatwiejszy, wystarczy szczypta talentu, dużo pracy, szczęścia, silnych nerwów i samozaparcia. Tylko tyle, aż tyle. Można się nauczyć robić dobre zdjęcia, projektować niesamowite ciuchy, wypracować w sobie cechy, które są pożądane w tych profesjach. Dodać szczyptę nietuzinkowości, artyzmu, kontrowersji i... znajomości, a sukces mamy w kieszeni.
Inaczej sprawa się ma jeśli chodzi o modelki. Niezaprzeczalnie najważniejszym argumentem w kwestii, czy dziewczyna się nadaje czy nie, jest wzrost. Min. 173 cm. Czasami jest to naginany wymóg, jeśli ma się to "coś", ale... rzadko ;) Myślę tu np. o Kate Moss (170 cm, niektóre źródła twierdzą, że nawet 168 cm)
Drugim argumentem są wymiary. Ideał?
Anja Rubik: 85-60-88 (biust-talia-biodra) przy wzroście 179 cmMagdalena Frąckowiak: 86-59-88 przy wzroście 179 cm
Zuza Bijoch: 81-61-88 przy wzroście 178 cm
JAC: 80-58-89 przy wzroście 181 cm
Małgosia Bela: 87-60-90 przy wzroście 179 cm
Oczywiście warto mieć też ciekawą twarz i niesamowitą osobowość! ;)
Co sprawia, że chcemy wyglądać jak one, dążymy ślepo za tym standardem?
W każdym dziesięcioleciu zmieniała się wizja, jak kobieta wyglądać powinna, by być idealną. Media kreowały inny wzorzec ideału, a kobiety za nim podążały.
W latach 50-tych ideałem kobiecości była Marylin Monroe oraz Brigitte Bardot. Był to okres bogini płodności i ciał stworzonych do rodzenia gromadki roześmianych maluchów- duże biodra, trochę tłuszczyku na brzuchu, większa, kształtna pupa, oraz piersi, które mają wykarmić tę potencjalną gromadkę dzieci.
Sprawa ideału przybrała trochę inny obrót w latach 60-tych. Kobiety zyskały więcej samoświadomości, samodzielności, niezależności. Świat podbijała pigułka antykoncepcyjna. Chłopięca sylwetka, brak szerokich bioder nabierają na atrakcyjności. Stają się one symbolem wolności, beztroski, niezależności, bez obowiązku rodzenia dzieci i trudów ich wychowania. Przypomnijcie sobie Audrey Hepburn i Twiggy, a ujrzycie ideał tamtych czasów!
Ten nurt trwa do dzisiaj, nie wróciła moda na kobietę-rodzicielkę. Dekada '70-'80 przyniosła nam nieco więcej piersi niż za czasów Audrey. Prym wiodły typy urody, jak u Farah Fawcett, czy Naomi Campbell i Cindy Crawford.
Lata 90-te wniosły nieco alternatywności, grunge'u za sprawą takich typów urody, jak Kate Moss, czy Winona Ryder. Zrobiło się nieco mniej kobieco, ale dużo bardziej hipnotyzująco i ekscentrycznie. Oczywiście obok tego nurtu wciąż gdzieś obok trwała moda na coraz większy biust, sylikony miały się w najlepsze (Pamela Anderson).
Obecnie nadal trwa kult szczupłego ciała. Dążymy do perfekcji, chcemy mieć jędrne, kształtne pupy, delikatny sześciopak, a piersi zyskują naturalności, bo nawet silikony przybierają bardziej ludzkie rozmiary (c,d). Odżywiamy się zdrowo, ćwiczenia fizyczne na stałe zagościły w naszym planie tygodnia. Kto "rządzi"? Dziewczyny w typie Gisele! Oczywiście w dzisiejszych czasach uwielbiamy mieszać wszystko i miksować, dlatego teraz spotkacie także wielbicieli rubensowskich kształtów, kobiecych sylwetek w rozmiarze 38-40, i androgenicznych piękności.
Modelki wpisują się w nurt Twiggy, Kate Moss i Gisele. Chudość, duży wzrost, długie nogi od dawna wiodą prym na wybiegach. Może trochę zmienia się natężenie tego zjawiska, bo chudość staje się coraz większą chudością, a Paryż co roku z miarą w ręku odsyła do domu rzesze młodych modelek, które pragną pójść w FW, ale nie pójdą, bo są za grube, lub jak kto woli- niedostatecznie chude.
Odpowiedzi na pytanie, dlaczego takie chude i wysokie jest kilka.
Niektórzy tłumaczą to zamiłowaniem do chłopięcych sylwetek przez projektantów, którzy w większości są homoseksualistami. Inni twierdzą, że przyczyn tej chudości trzeba szukać w oszczędności- chude ciało = mniej materiału na ciuch.
Osobiście najbardziej skłaniałabym się do stwierdzenia Karla Lagerfelda (<3), że na chudych i wysokich sylwetkach ciuchy wyglądają lepiej, chudzielce lepiej prezentują ciuchy, nie odwracając od nich uwagi zaokrąglonymi liniami ciała. Tak po prostu jest i mogą się oburzać wszystkie większe laski. Pokażcie mi dziewczynę w rozmiarze 40 dobrze wyglądającą w leginsach, albo w plisowanej kiecce, albo w poziomych pasach. Nawet jeśli taką znajdziecie, to będzie ona miłą dla oka rzadkością. Nie twierdzę, że piękny jest tylko rozmiar zero, ale to, że modelka powinna być chuda, chcąc prezentować ciuchy.
Uwielbiam kampanie Dove dotyczące podkreślania, że ideał kreowany przez media trzeba brać przez palce. Że piękno niejedno ma imię, a zadbana kobieta w rozmiarze większym niż 40 może być atrakcyjna.
Jednak kwestia chudości modelek jest inną kwestią. Jest kwestią miliardowego biznesu, który chce sprzedać swój produkt, dlatego stosownie go eksponuje.
A Ty? Nie masz się głodzić, robić sobie operacji wydłużenia kończyn, goniąc niedościgniony wzorzec z okładki magazynu. Masz po prostu kupić ten ciuch. Nic więcej.
A wy, moi drodzy mężczyźni, nie muszą wam się podobać modelki, możecie wszędzie wypisywać "facet nie pies, na kości nie poleci", nikt wam nie każe uganiać się za modelkami, a do czynności typu "fap, fap" służą inne magazyny niż te modowe ;)
A tu kilka moich chudzielców :*









Uważam że nie ma co lecieć :P
OdpowiedzUsuńza dużo lasek teraz chce być MODELKAMI
to sie robi nudne
Kobieta powinna mieć biodra cycki i DUPĘ ;P
za co facet ma złapać musi mieć wcięcie w tali a ile juz ma to nei istotne ważne by wyglądała APETYCZNIE
http://feather92.blogspot.com/
Modelka to profesja, a w tej profesji są takie a nie inne wymagania. Ma ona eksponować towar na sobie, a nie podobać się facetom, oczywiście może się podobać, ale nie jest to celem jej pracy. Od fap, fap są inne pisemka niż Vogue ;)
Usuńa że dużo? hmm skoro się nadają na modelki- niech nimi będą ;) jest popyt to czemu nie?
dzięki za komentarz! :)
A ja powiem tak - wszechobecny jest teraz kanon chudego piękna. Nastąpiła era na bycie fit, na ćwiczenia i na inspiracje szczupłymi brzuchami. I okej - to jest dobre, dbamy o zdrowie, ale trzeba wiedzieć, kiedy przestać. Są różne gusta i guściki. Każdemu podoba się co innego. Jeden mężczyzna wybierze XXS, drugi rozmiar XXL i nie ma w tym nic dziwnego :)
OdpowiedzUsuńPost świetny, osobiście nic nie mam do modelek, które są szczupłe, ale niestety czuję odruch obrzydzenia, gdy patrzę na wychudzoną modelkę, gdzie zewsząd wystają jej kości.I na niej nawet ubranie nie wygląda ładnie... Ale to tylko moje zdanie ;)
Post świetny :)
www.turqusowa.blogspot.com