Widzą te moje błyszczące iskierki w oczach, gdy mówię z pełnym przekonaniem o mojej filozofii szczęścia ze wszystkiego co mam, co mnie otacza, kto mnie otacza. Patrzą i widzę, jak im też zaczynają błyszczeć oczy.
Nie zawsze tak było. Osobą, która wbija mi do głowy non stop, że mam się cieszyć z tego, co mam jest mój przyszły Mąż. Gdy mnie poznał byłam zachłanną, wiecznie chcącą czegoś więcej dziewuchą. Na marne było mi powtarzać, że mam jego, mamy swój mały pokoik, który potem zmieniliśmy na większy, że zdaliśmy prawo jazdy i już po wyjściu z WORD-u wsiadamy do naszego własnego Clio, że jedziemy na wakacje nad Bałtyk, że z ikei wychodzimy zawsze biedniejsi o 500 zł minimum- czyli te pieniądze mamy, skoro wydajemy. Ja i tak z uporem maniaka, uważałam, że muszę więcej, muszę szybciej. Że te wakacje to powinny być na Malediwach, a to Clio to Mazda być powinna... Uwierzcie, że teraz jak sobie o tym myślę, to bym sobie w tamtym momencie przyp*erdoliła... Dziwię się, że tego nie robił, tak codziennie, rutynowo.
Ale On powtarzał, że wszystko po kolei, w swoim czasie, a ja teraz dopiero widzę w Jego głosie tą wielką nadzieję, że kiedyś zobaczę, jak bardzo się stara, by było nam lepiej, by spełniać mógł moje zachcianki, marzenia, ale widzę też marzenie Jego, bym zeszła trochę na Ziemię i cieszyła się z tych spełnionych, a nie śniła już o kolejnych, a te kolejne to nie jakieś tam drobne, nie, nie, bo ja jestem z tych z rozmachem marzących, o Maździe, Malediwach, domu przynajmniej 200 m kw.
Dzisiaj otworzyłam okno na taras, tak szeroko, by poczuć zapach deszczu. Spojrzałam na to nasze biało- rude szczęście czworonożne. Na ten żywy dowód mojego nie tak skrajnego egoizmu, a przynajmniej dowód na to, że ten egoizm czasem schodzi na drugi plan, albo chociaż można raz po raz połączyć go z jakimś dobrem płynącym. Otóż ten pies zwany Borysem, to teraz najszczęśliwszy pies świata, uciekł nam ostatnio, a ja płakałam, jak nie płakałam od lat kilku. Wrócił sam, a ja nie wiedziałam, czy mam go zabić, czy uściskać. Borys to pies schroniskowy, sam pomysł psa to egoizm w czystej postaci, takie nasze wspólne dziecięce "ja chcę psa!", ale to, że jest kundlem, ze schroniska, ze skrzywioną psychiką, że teraz bawi się tym głupim patykiem, gdy jeszcze chwilę temu truchlał ze strachu przy każdym otwarciu drzwi- to już nie egoizm. To moja jedna przypadkowa myśl, że nie będzie rasowy, że chcę podarować jakiemuś nieszczęśnikowi dom, taki jakiego nigdy nie miał. To znów powrót do tego szczęścia, bo ten nasz Borys tak mi przypomina czasami, żeby się cieszyć z tego, co mam, bo mimo, że piękny taki i mądry coraz bardziej to i tak wciąż boi się obcych, gości naszych nie lubi, ale jest NASZ, najszczęśliwszy taki.
Paradoksalnie wtedy, gdy zaczęłam się cieszyć, że to Clio jest spoko, że siadam, jadę gdzie chcę, że na głowę nie pada, właśnie wtedy zaczęły pojawiać się inne szczęścia. W ciągu ostatnich miesięcy zaakceptowałam, że mieszkam w dziurze jednak, ale to piękny dom, że ma te wymarzone 200 m i już przestało mi przeszkadzać, że nie jest w Suchym Lesie... Że ten taras, te uginające się od pomidorów gałązki, to podwórko z lawendą i psem, że ten zapach deszczu, że ja i on na tym tarasie to niezwykłe szczęście.
A szczęście przyciąga szczęście, tak ogromnie w to wierzę, nawet jak przez chwile o tym zapominam, bo coś idzie nie tak, ciężko i trudno w życiu, to ja wierzę.
Filozofia szczęścia - mam nadzieję, że Maria i Adam pojęli chociaż trochę moją chaotyczną wypowiedź, po 10 km wiosłowania na pontonie, na ławce nad Nysą Kłodzką, o tym, jak trzeba się cieszyć z tarasu, a nie widzieć, że na nim jeszcze beton. Ten nasz taras jest naprawdę piękny, a jak te lawendy jeszcze podrosną i pachnieć będzie- ACH!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Self-love!
Oprócz zawiłych emocji, które krążą po krwioobiegu z intensywnością adrenaliny u ludzi na rollercosterze, mam w sobie też prostotę starszego...
-
Dziś miałam bardzo intensywny dzień. Wstałam dość wcześnie i dość wcześnie wyszłam z domu, postanowiłam bowiem spędzić dzień aktywnie – na ...
-
Czy kochasz siebie? Własną osobę? Swoje ciało, psychikę, charakter? Po tylu latach patrzenia na świat, miłość do samego siebie stała się dl...
-
-Kiedy wylatujesz? -Za 3 dni. -Ale fajnie! Zarówno Wera, która teraz już pewnie jest w swoim ukochanym Szanghaju, jak i Lucy, któr...