Czy kochasz siebie? Własną osobę? Swoje ciało, psychikę, charakter?
Po tylu latach patrzenia na świat, miłość do samego siebie stała się dla mnie głównym kryterium dotyczącym wchodzenia w związki.
Samoocenę budujemy w dzieciństwie. Wynosimy ją z domu, najbliższego otoczenia.
Na początku dziecko jest cenne z jednego jedynego powodu: JEST. Po prostu.
Dopiero później wchodzi ono w system społecznych osądów, opinii na swój temat. Próbuje sprostać wymaganiom, jakie są mu stawiane na różnych etapach życia. Jeśli się mu to udaje, dostaje informacje zwrotną od świata typu: "poradziłeś sobie, jesteś świetny!". Natomiast gorzej sprawa się ma, jeśli dziecko nie może z różnych powodów sprostać stawianym przez świat wymaganiom, jeszcze gorzej, gdy zamiast pochlebnego dopingu i docenienia, usłyszy: "nie dałeś sobie z tym rady, chyba coś z tobą nie tak", "na drugi raz bardziej się postaraj!", "jesteś nic nie warty, skoro nie potrafisz tego zrobić".
Tak wyposażone dziecko rusza w świat. Albo wierzy w siebie, albo nie, albo kocha siebie, albo nie.
Miłość do siebie, niestety nie sprzedawana jako suplement diety, sprawia, że po prostu zwyczajnie łatwiej się żyje. W lustro patrzysz z uśmiechem, myślisz o sobie normalnie, zdrowo, bez zbędnej nieuzasadnionej krytyki.
Niska samoocena blokuje. I to na każdym kroku. Nie rzucisz pracy i nie poszukasz lepszej, bo przecież i tak się nie uda. Nie poprosisz o podwyżkę, bo taki beznadziejny pracownik, jak ty na nią nie zasługuje. Zgadzasz się na 3 z odpowiedzi z historii, chociaż się uczyłeś, bo przecież ktoś z takim sposobem wypowiadania się nie może dostać więcej niż 3! Nie zagadasz do kolesia w autobusie, bo... Bo co? Krzywo się na ciebie spojrzy, wyśmieje cię, albo sobie coś pomyśli.
Znasz to? Związki nie są dla ciebie.
Dlaczego jakiś drugi człowiek ma być obarczony twoim wewnętrznym poczuciem nieszczęścia, winy, niższości. Dlaczego on ma codziennie rano zapewniać cię, że w tej sukience naprawdę nie wyglądasz grubo, dlaczego ma namawiać, abyście dzisiaj uprawiali seks przy zapalonym świetle, dlaczego ma codziennie dopingować cię, byś wreszcie poszedł do szefa i zażądał podwyżki, bo "ZASŁUGUJESZ na nią!", dlaczego ma brać na siebie ciężar napędzania twojego życia do przodu?
Dlaczego ma wierzyć w twoje "kocham cię"? Czy ty wiesz, czym jest w ogóle miłość? Na jakich fundamentach zbudowałeś swoją o niej wiedzę? A może kochasz tę drugą osobę za samą jej obecność, bo jesteś tak beznadziejny, że nie umiesz wymagać czegoś więcej?
Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Mam tylko wrażenie, że faceci nieco bardziej kamuflują niską samoocenę, chowają to głębiej i ujawnia się to w innych aspektach życia. U kobiet jak na dłoni widać, że ona nie lubi swojego ciała, że idzie po raz enty do łóżka z żonatym, bo nie wierzy, że zasługuje na normalny, szczęśliwy związek.
Prosty łańcuch przyczynowo-skutkowy pokazuje prostą zależność: kochasz siebie - wierzysz, że na coś zasługujesz - sięgasz po to.
Taka osoba nie zadowala się ochłapami. Nie wiąże się z facetem, który ją bije, wyzywa od dziwek, nie ma perspektyw, albo z kobietą, która z przyjaciółkami obgaduje długość jego członka. Taka osoba woli poczekać, bo wierzy, że zasługuje na coś lepszego, a na niektóre lepsze rzeczy trzeba poczekać. Wyłuskać je z masy tandety, kiczu, popularnej taniości.
Zbuduj najpierw siebie, naucz się siebie kochać, wymagać od świata lepszych rzeczy dla siebie, przyciągać szczęście na zewnątrz można tylko szczęściem wewnątrz siebie.
No... to teraz przyznać się, kto siebie kocha, kto nie marudzi swojej drugiej połówce "jestem do niczego", a ta druga połówka musi zaprzeczać, chociaż powinna kopnąć was wtedy w dupę? :)
środa, 30 lipca 2014
niedziela, 27 lipca 2014
Młode matki kontra ja.
Narodziny dziecka.
Super, gratulacje! No dobra, żeby nie było, że jestem totalnie nieczuła- zazwyczaj do tego moment brak u mnie irytacji, pogardy. Znikome jej początki pojawiają się wraz z milionem zdjęć Waszych dzieci na fejsie. Dzieci są słodkie- ok, może nawet tak. Ale no bez przesady! Poza tym tylko część matek ogranicza się do umieszczenia nienarzucającego się zdjęcia swojej pociechy. Mam tutaj na myśli NORMALNE zdjęcie, bez całej głowy umazanej ohydną mazią. Zdecydowana większość matek musi mi przy tym sugerować, co mam o ich dziecku myśleć, jakie ich dziecko jest. Bo przecież sama nie mogę tego ocenić, jestem NIEOBIEKTYWNA, nie to co ona... Tak więc pod zdjęciem: "moja księżniczka", "czyż nie jest wspaniała!?", "kochany synuś mamusi", itp. Jeszcze jakoś znoszę te fotki i te podpisy. Oddycham głęboko i próbuję sobie tłumaczyć, że hormony, że szok poporodowy, że też mogę taka być... Zaraz, nie, taka nie będę!
Naprawdę kolosalna różnica w moim mierniku tolerancji pojawia się, gdy matki sugerują całemu światu, zwłaszcza tej bezdzietnej części, jaka powinna być matka, jak powinna wychowywać swoje dziecko, jak się nim zajmować, co jest dla niego najlepsze, a co nie. Nie liczy się zdanie całego świata, nikogo, no chyba, że jest pełnym aprobaty potwierdzeniem bycia przez nią idealną matką.
I tak dowiaduję się cudownych rzeczy, od których mam ochotę rzucić w kąt tabletki antykoncepcyjne, zajść w ciążę, urodzić i ślepo podążyć za jej radami wychowawczymi, by być chociaż w połowie taką wspaniałą mamą, jak ona.
Powinnam oczywiście karmić piersią. To bezdyskusyjne. Możecie sobie tu wypisać wszystkie zalety tego faktu, większość pewnie znam, pewnie sama też wybiorę ten sposób karmienia, bo jest dla dziecka najlepszy, ale nikt mi nie wmówi, że jest to aż taki cud! Te wszystkie matki ci nie powiedzą, ani nawet nie dadzą po sobie poznać, że to czasami boli, że puchnie, że się zatyka, że mokro i nie można założyć swojej ulubionej seksownej bielizny. Zresztą po co?
Poza tym nigdy nie zrozumieją, że nie mam ochoty oglądać ich obrzmiałej piersi, wyciąganej niby ukradkiem przy imieninowym stole. Przecież dziecko nakarmić trzeba! Wiecie, że powstał nawet Komitet Upowszechniania Karmienia Piersią? To może oznaczać tylko coraz więcej obrzmiałych piersi przy stołach imieninowych!
Niezmiernie denerwuje mnie fakt, że macierzyństwo jest owiane nutką anielskiego błogosławienia, polane lukrem i dosłodzone ilością cukru, która może zabić wszystkich cukrzyków stąpających po tej planecie.
Rozumiem, że przyjmując za fakt cud narodzin, wady macierzyństwa schodzą jakby na drugi plan. Bardzo daleki drugi plan.
Żadna z tych matek nie powie ci, że nie dosypia od momentu narodzin dziecka, nie dojada też, ba nawet kąpiel brała ostatnio 4 dni temu. Włosy można upiąć w kitkę i rozczesać za tydzień po obfitym popsikaniu mgiełką ułatwiającą rozczesywanie. Seks? Dawno, w czasach, gdy starali się o swoje maleństwo.
Zresztą teraz jesteś Matką. Matka poświęca całą uwagę dziecku. Mam wrażenie, że rodząc dziecko, wraz z nim wyrzucasz z dróg rodnych kawałek siebie. Siebie jako kobiety, osoby, indywiduum. Nagle twój facet mówi do ciebie "Matka, chodź się poprzytulać", a ty nie widzisz nic dziwnego w tym, że nie mówi do ciebie, jak kiedyś, odeszło gdzieś "słonko", "kochanie", nawet twoje imię dawno nie było przez niego wypowiadane. Nie zauważasz tego, bardziej skupiając się na tym, co on od ciebie znów chce, że odciąga cię od czynności związanych z twoim maluszkiem.
No właśnie, TWOIM- matki mają to do siebie, że sukcesywnie budują swoje zapory, swój wspólny z dzieckiem front. Facet ma pracować, żeby wyżywić ciebie i dziecko. Ewentualnie wziąć je na ręce, gdy musisz iść siku, ale tylko na chwilę, bo przecież on tak nieporadnie je trzyma, jeszcze upuści. Wszystkie czynności przy dziecku ty wykonujesz lepiej, wyrywając mu pampersa z rąk jeszcze zanim zdążył go chwycić. Oczywiście nie omieszkasz przy znajomych i rodzinie, koniecznie przy jego mamusi, wspomnieć ukradkiem, że tak mało czasu poświęca maleństwu, zaniedbując rolę ojca, wszystko zrzucając na twoje barki. Jesteś przecież matką-bohaterką.
Drogie młode mamy, proszę was zatem, nie atakujcie mnie zdjęciami waszych pociech wrzucanymi WSZĘDZIE, zwłaszcza tymi niezbyt korzystnymi, nie wmawiajcie mi wyższości waszego dziecka nad innymi i waszej nad innymi matkami, nie atakujcie piersią, gdy zajadam tort imieninowy cioci Zosi, nie opowiadajcie jak to wspaniale być matką, zamiatając pod dywan niemiłe aspekty macierzyństwa. Chcę znać też drugą stronę medalu, to pozwoli mi lepiej się do wszystkiego przygotować. Chciałabym też, żebyście zadbały o siebie, przeczytajcie książkę, którą porzuciłyście niedokończoną po porodzie, zróbcie coś dla siebie, poczujecie się lepiej, wy i wasze maluchy także, zapewniam, że wolą mieć szczęśliwą, zadbaną mamę. W czasie jak będziecie malować paznokcie pozwólcie tacie zająć się dzieckiem, ta mała istotka nie istniałaby bez jego udziału, spójrzcie na dumnego ojca, podrzucającego w górę WASZEGO roześmianego synka. To więź, równie piękna jak twoja i dziecka, pozwól jej się rozwinąć. A pampers założony raz w odwrotną stronę, następnym razem będzie już założony poprawnie :)
Super, gratulacje! No dobra, żeby nie było, że jestem totalnie nieczuła- zazwyczaj do tego moment brak u mnie irytacji, pogardy. Znikome jej początki pojawiają się wraz z milionem zdjęć Waszych dzieci na fejsie. Dzieci są słodkie- ok, może nawet tak. Ale no bez przesady! Poza tym tylko część matek ogranicza się do umieszczenia nienarzucającego się zdjęcia swojej pociechy. Mam tutaj na myśli NORMALNE zdjęcie, bez całej głowy umazanej ohydną mazią. Zdecydowana większość matek musi mi przy tym sugerować, co mam o ich dziecku myśleć, jakie ich dziecko jest. Bo przecież sama nie mogę tego ocenić, jestem NIEOBIEKTYWNA, nie to co ona... Tak więc pod zdjęciem: "moja księżniczka", "czyż nie jest wspaniała!?", "kochany synuś mamusi", itp. Jeszcze jakoś znoszę te fotki i te podpisy. Oddycham głęboko i próbuję sobie tłumaczyć, że hormony, że szok poporodowy, że też mogę taka być... Zaraz, nie, taka nie będę!
Naprawdę kolosalna różnica w moim mierniku tolerancji pojawia się, gdy matki sugerują całemu światu, zwłaszcza tej bezdzietnej części, jaka powinna być matka, jak powinna wychowywać swoje dziecko, jak się nim zajmować, co jest dla niego najlepsze, a co nie. Nie liczy się zdanie całego świata, nikogo, no chyba, że jest pełnym aprobaty potwierdzeniem bycia przez nią idealną matką.
I tak dowiaduję się cudownych rzeczy, od których mam ochotę rzucić w kąt tabletki antykoncepcyjne, zajść w ciążę, urodzić i ślepo podążyć za jej radami wychowawczymi, by być chociaż w połowie taką wspaniałą mamą, jak ona.
Powinnam oczywiście karmić piersią. To bezdyskusyjne. Możecie sobie tu wypisać wszystkie zalety tego faktu, większość pewnie znam, pewnie sama też wybiorę ten sposób karmienia, bo jest dla dziecka najlepszy, ale nikt mi nie wmówi, że jest to aż taki cud! Te wszystkie matki ci nie powiedzą, ani nawet nie dadzą po sobie poznać, że to czasami boli, że puchnie, że się zatyka, że mokro i nie można założyć swojej ulubionej seksownej bielizny. Zresztą po co?
Poza tym nigdy nie zrozumieją, że nie mam ochoty oglądać ich obrzmiałej piersi, wyciąganej niby ukradkiem przy imieninowym stole. Przecież dziecko nakarmić trzeba! Wiecie, że powstał nawet Komitet Upowszechniania Karmienia Piersią? To może oznaczać tylko coraz więcej obrzmiałych piersi przy stołach imieninowych!
Niezmiernie denerwuje mnie fakt, że macierzyństwo jest owiane nutką anielskiego błogosławienia, polane lukrem i dosłodzone ilością cukru, która może zabić wszystkich cukrzyków stąpających po tej planecie.
Rozumiem, że przyjmując za fakt cud narodzin, wady macierzyństwa schodzą jakby na drugi plan. Bardzo daleki drugi plan.
Żadna z tych matek nie powie ci, że nie dosypia od momentu narodzin dziecka, nie dojada też, ba nawet kąpiel brała ostatnio 4 dni temu. Włosy można upiąć w kitkę i rozczesać za tydzień po obfitym popsikaniu mgiełką ułatwiającą rozczesywanie. Seks? Dawno, w czasach, gdy starali się o swoje maleństwo.
Zresztą teraz jesteś Matką. Matka poświęca całą uwagę dziecku. Mam wrażenie, że rodząc dziecko, wraz z nim wyrzucasz z dróg rodnych kawałek siebie. Siebie jako kobiety, osoby, indywiduum. Nagle twój facet mówi do ciebie "Matka, chodź się poprzytulać", a ty nie widzisz nic dziwnego w tym, że nie mówi do ciebie, jak kiedyś, odeszło gdzieś "słonko", "kochanie", nawet twoje imię dawno nie było przez niego wypowiadane. Nie zauważasz tego, bardziej skupiając się na tym, co on od ciebie znów chce, że odciąga cię od czynności związanych z twoim maluszkiem.
No właśnie, TWOIM- matki mają to do siebie, że sukcesywnie budują swoje zapory, swój wspólny z dzieckiem front. Facet ma pracować, żeby wyżywić ciebie i dziecko. Ewentualnie wziąć je na ręce, gdy musisz iść siku, ale tylko na chwilę, bo przecież on tak nieporadnie je trzyma, jeszcze upuści. Wszystkie czynności przy dziecku ty wykonujesz lepiej, wyrywając mu pampersa z rąk jeszcze zanim zdążył go chwycić. Oczywiście nie omieszkasz przy znajomych i rodzinie, koniecznie przy jego mamusi, wspomnieć ukradkiem, że tak mało czasu poświęca maleństwu, zaniedbując rolę ojca, wszystko zrzucając na twoje barki. Jesteś przecież matką-bohaterką.
Drogie młode mamy, proszę was zatem, nie atakujcie mnie zdjęciami waszych pociech wrzucanymi WSZĘDZIE, zwłaszcza tymi niezbyt korzystnymi, nie wmawiajcie mi wyższości waszego dziecka nad innymi i waszej nad innymi matkami, nie atakujcie piersią, gdy zajadam tort imieninowy cioci Zosi, nie opowiadajcie jak to wspaniale być matką, zamiatając pod dywan niemiłe aspekty macierzyństwa. Chcę znać też drugą stronę medalu, to pozwoli mi lepiej się do wszystkiego przygotować. Chciałabym też, żebyście zadbały o siebie, przeczytajcie książkę, którą porzuciłyście niedokończoną po porodzie, zróbcie coś dla siebie, poczujecie się lepiej, wy i wasze maluchy także, zapewniam, że wolą mieć szczęśliwą, zadbaną mamę. W czasie jak będziecie malować paznokcie pozwólcie tacie zająć się dzieckiem, ta mała istotka nie istniałaby bez jego udziału, spójrzcie na dumnego ojca, podrzucającego w górę WASZEGO roześmianego synka. To więź, równie piękna jak twoja i dziecka, pozwól jej się rozwinąć. A pampers założony raz w odwrotną stronę, następnym razem będzie już założony poprawnie :)
czwartek, 24 lipca 2014
Skąd ta nazwa? :)
Skąd ta nazwa?
Z pobudek czysto hedonistycznych. Kto nie lubi, gdy mu dobrze? :)
Nie kojarzmy tego tylko i wyłącznie z seksem, chociaż tytuł może to sugerować ;) dobrze może zrobić podmuch wiatru w ciepły dzień, czy brak korków w godzinach szczytu :)
Moje całe małe Ja uwielbia, gdy jest dobrze. Ciągłe dążenie do zadowolenia wynika, jak sądzę, z arystokratycznych korzeni w poprzednim życiu... no dobra- może też dlatego, że taka po prostu jest natura człowieka ;)
Nie zawsze tak było. Teraz trudno mi samej w to uwierzyć, ale kiedyś za bardzo nie lgnęłam do szczęścia. A może to szczęście nie lgnęło do mnie? Bądź co bądź pielęgnowałam uparcie swoją destrukcyjną naturę, udając się w coraz to nowe zakamarki nieszczęścia, pogłębiając dramatyzm całej mojej życiowej sytuacji. Fakt- pisałam więcej niż dzisiaj. Mam nawet wrażenie, że teksty były bardziej głębokie. Pewnie dlatego nieszczęśliwi ludzie tak pięknie piszą o miłości...
Jak jest teraz?
Trochę mniej dramatycznie. Wszystko się nieco we mnie uspokoiło, można się pokusić o termin, jeśli taki istnieje (a jeśli nie to właśnie go, uwaga, tworzę!), homeostazy emocjonalnej. Wszystkie puzzle do siebie pasują, żadnego nie brakuje, układanka zdaje się sprawiać przyjemność układającemu.
Jednak nie zmieniło się jedno- sama czynność dążenia do czegoś. Kiedyś była to destrukcja, dzisiaj szczęście, komfort, wygoda.
Całość procesu jaki zaszedł zwalam na Niego. Nic tak nie zmienia człowieka, jak ten drugi człowiek obok. Budzi się obok Ciebie, zasypia, wyżera Ci ciastka, udaje Tofika, zabiera z nieznane miejsca dla samej radości wspólnego eksplorowania świata, kocha.
Tak więc jestem szczęśliwa, zmieniło się tylko to i aż to.
Muszę od razu przestrzec, że czasami będzie słodko, czasami nawet bardzo, będziecie rzygać tęczą, widzieć we śnie serduszka, jednorożce i skrzydlate kotki (tak, nie wiecie, że takie istnieją?:D)
Blog będzie o emocjach, chcę, by mimo wszystko to był temat przewodni.
Poza tym szeroko pojęty life style, trochę mody, fotografii, komentowania bieżących wydarzeń.
Dam do słowa pisanego dojść też Jemu, ale nie często, bo zacznie pisać o byciu naukowcem, elektronice, rodzajach piwa i swoim światopoglądzie - kto chciałby to czytać? :D No właśnie :)
K.
Z pobudek czysto hedonistycznych. Kto nie lubi, gdy mu dobrze? :)
Nie kojarzmy tego tylko i wyłącznie z seksem, chociaż tytuł może to sugerować ;) dobrze może zrobić podmuch wiatru w ciepły dzień, czy brak korków w godzinach szczytu :)
Moje całe małe Ja uwielbia, gdy jest dobrze. Ciągłe dążenie do zadowolenia wynika, jak sądzę, z arystokratycznych korzeni w poprzednim życiu... no dobra- może też dlatego, że taka po prostu jest natura człowieka ;)
Nie zawsze tak było. Teraz trudno mi samej w to uwierzyć, ale kiedyś za bardzo nie lgnęłam do szczęścia. A może to szczęście nie lgnęło do mnie? Bądź co bądź pielęgnowałam uparcie swoją destrukcyjną naturę, udając się w coraz to nowe zakamarki nieszczęścia, pogłębiając dramatyzm całej mojej życiowej sytuacji. Fakt- pisałam więcej niż dzisiaj. Mam nawet wrażenie, że teksty były bardziej głębokie. Pewnie dlatego nieszczęśliwi ludzie tak pięknie piszą o miłości...
Jak jest teraz?
Trochę mniej dramatycznie. Wszystko się nieco we mnie uspokoiło, można się pokusić o termin, jeśli taki istnieje (a jeśli nie to właśnie go, uwaga, tworzę!), homeostazy emocjonalnej. Wszystkie puzzle do siebie pasują, żadnego nie brakuje, układanka zdaje się sprawiać przyjemność układającemu.
Jednak nie zmieniło się jedno- sama czynność dążenia do czegoś. Kiedyś była to destrukcja, dzisiaj szczęście, komfort, wygoda.
Całość procesu jaki zaszedł zwalam na Niego. Nic tak nie zmienia człowieka, jak ten drugi człowiek obok. Budzi się obok Ciebie, zasypia, wyżera Ci ciastka, udaje Tofika, zabiera z nieznane miejsca dla samej radości wspólnego eksplorowania świata, kocha.
Tak więc jestem szczęśliwa, zmieniło się tylko to i aż to.
Muszę od razu przestrzec, że czasami będzie słodko, czasami nawet bardzo, będziecie rzygać tęczą, widzieć we śnie serduszka, jednorożce i skrzydlate kotki (tak, nie wiecie, że takie istnieją?:D)
Blog będzie o emocjach, chcę, by mimo wszystko to był temat przewodni.
Poza tym szeroko pojęty life style, trochę mody, fotografii, komentowania bieżących wydarzeń.
Dam do słowa pisanego dojść też Jemu, ale nie często, bo zacznie pisać o byciu naukowcem, elektronice, rodzajach piwa i swoim światopoglądzie - kto chciałby to czytać? :D No właśnie :)
K.
wtorek, 22 lipca 2014
Start!
"When I think of all the worries people seem to find
And how they're in a hurry to complicate their mind
And how they're in a hurry to complicate their mind
By chasing after money and dreams that can't come true
I'm glad that we are different, we've better things to do
May others plan their future, I'm busy lovin' you"
Para - Oni i On, Artystka i Naukowiec.
I trochę naszego wspaniałego świata. Dla świata.
Startujemy! :)
K.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Self-love!
Oprócz zawiłych emocji, które krążą po krwioobiegu z intensywnością adrenaliny u ludzi na rollercosterze, mam w sobie też prostotę starszego...
-
Dziś miałam bardzo intensywny dzień. Wstałam dość wcześnie i dość wcześnie wyszłam z domu, postanowiłam bowiem spędzić dzień aktywnie – na ...
-
Czy kochasz siebie? Własną osobę? Swoje ciało, psychikę, charakter? Po tylu latach patrzenia na świat, miłość do samego siebie stała się dl...
-
-Kiedy wylatujesz? -Za 3 dni. -Ale fajnie! Zarówno Wera, która teraz już pewnie jest w swoim ukochanym Szanghaju, jak i Lucy, któr...
