Narodziny dziecka.
Super, gratulacje! No dobra, żeby nie było, że jestem totalnie nieczuła- zazwyczaj do tego moment brak u mnie irytacji, pogardy. Znikome jej początki pojawiają się wraz z milionem zdjęć Waszych dzieci na fejsie. Dzieci są słodkie- ok, może nawet tak. Ale no bez przesady! Poza tym tylko część matek ogranicza się do umieszczenia nienarzucającego się zdjęcia swojej pociechy. Mam tutaj na myśli NORMALNE zdjęcie, bez całej głowy umazanej ohydną mazią. Zdecydowana większość matek musi mi przy tym sugerować, co mam o ich dziecku myśleć, jakie ich dziecko jest. Bo przecież sama nie mogę tego ocenić, jestem NIEOBIEKTYWNA, nie to co ona... Tak więc pod zdjęciem: "moja księżniczka", "czyż nie jest wspaniała!?", "kochany synuś mamusi", itp. Jeszcze jakoś znoszę te fotki i te podpisy. Oddycham głęboko i próbuję sobie tłumaczyć, że hormony, że szok poporodowy, że też mogę taka być... Zaraz, nie, taka nie będę!
Naprawdę kolosalna różnica w moim mierniku tolerancji pojawia się, gdy matki sugerują całemu światu, zwłaszcza tej bezdzietnej części, jaka powinna być matka, jak powinna wychowywać swoje dziecko, jak się nim zajmować, co jest dla niego najlepsze, a co nie. Nie liczy się zdanie całego świata, nikogo, no chyba, że jest pełnym aprobaty potwierdzeniem bycia przez nią idealną matką.
I tak dowiaduję się cudownych rzeczy, od których mam ochotę rzucić w kąt tabletki antykoncepcyjne, zajść w ciążę, urodzić i ślepo podążyć za jej radami wychowawczymi, by być chociaż w połowie taką wspaniałą mamą, jak ona.
Powinnam oczywiście karmić piersią. To bezdyskusyjne. Możecie sobie tu wypisać wszystkie zalety tego faktu, większość pewnie znam, pewnie sama też wybiorę ten sposób karmienia, bo jest dla dziecka najlepszy, ale nikt mi nie wmówi, że jest to aż taki cud! Te wszystkie matki ci nie powiedzą, ani nawet nie dadzą po sobie poznać, że to czasami boli, że puchnie, że się zatyka, że mokro i nie można założyć swojej ulubionej seksownej bielizny. Zresztą po co?
Poza tym nigdy nie zrozumieją, że nie mam ochoty oglądać ich obrzmiałej piersi, wyciąganej niby ukradkiem przy imieninowym stole. Przecież dziecko nakarmić trzeba! Wiecie, że powstał nawet Komitet Upowszechniania Karmienia Piersią? To może oznaczać tylko coraz więcej obrzmiałych piersi przy stołach imieninowych!
Niezmiernie denerwuje mnie fakt, że macierzyństwo jest owiane nutką anielskiego błogosławienia, polane lukrem i dosłodzone ilością cukru, która może zabić wszystkich cukrzyków stąpających po tej planecie.
Rozumiem, że przyjmując za fakt cud narodzin, wady macierzyństwa schodzą jakby na drugi plan. Bardzo daleki drugi plan.
Żadna z tych matek nie powie ci, że nie dosypia od momentu narodzin dziecka, nie dojada też, ba nawet kąpiel brała ostatnio 4 dni temu. Włosy można upiąć w kitkę i rozczesać za tydzień po obfitym popsikaniu mgiełką ułatwiającą rozczesywanie. Seks? Dawno, w czasach, gdy starali się o swoje maleństwo.
Zresztą teraz jesteś Matką. Matka poświęca całą uwagę dziecku. Mam wrażenie, że rodząc dziecko, wraz z nim wyrzucasz z dróg rodnych kawałek siebie. Siebie jako kobiety, osoby, indywiduum. Nagle twój facet mówi do ciebie "Matka, chodź się poprzytulać", a ty nie widzisz nic dziwnego w tym, że nie mówi do ciebie, jak kiedyś, odeszło gdzieś "słonko", "kochanie", nawet twoje imię dawno nie było przez niego wypowiadane. Nie zauważasz tego, bardziej skupiając się na tym, co on od ciebie znów chce, że odciąga cię od czynności związanych z twoim maluszkiem.
No właśnie, TWOIM- matki mają to do siebie, że sukcesywnie budują swoje zapory, swój wspólny z dzieckiem front. Facet ma pracować, żeby wyżywić ciebie i dziecko. Ewentualnie wziąć je na ręce, gdy musisz iść siku, ale tylko na chwilę, bo przecież on tak nieporadnie je trzyma, jeszcze upuści. Wszystkie czynności przy dziecku ty wykonujesz lepiej, wyrywając mu pampersa z rąk jeszcze zanim zdążył go chwycić. Oczywiście nie omieszkasz przy znajomych i rodzinie, koniecznie przy jego mamusi, wspomnieć ukradkiem, że tak mało czasu poświęca maleństwu, zaniedbując rolę ojca, wszystko zrzucając na twoje barki. Jesteś przecież matką-bohaterką.
Drogie młode mamy, proszę was zatem, nie atakujcie mnie zdjęciami waszych pociech wrzucanymi WSZĘDZIE, zwłaszcza tymi niezbyt korzystnymi, nie wmawiajcie mi wyższości waszego dziecka nad innymi i waszej nad innymi matkami, nie atakujcie piersią, gdy zajadam tort imieninowy cioci Zosi, nie opowiadajcie jak to wspaniale być matką, zamiatając pod dywan niemiłe aspekty macierzyństwa. Chcę znać też drugą stronę medalu, to pozwoli mi lepiej się do wszystkiego przygotować. Chciałabym też, żebyście zadbały o siebie, przeczytajcie książkę, którą porzuciłyście niedokończoną po porodzie, zróbcie coś dla siebie, poczujecie się lepiej, wy i wasze maluchy także, zapewniam, że wolą mieć szczęśliwą, zadbaną mamę. W czasie jak będziecie malować paznokcie pozwólcie tacie zająć się dzieckiem, ta mała istotka nie istniałaby bez jego udziału, spójrzcie na dumnego ojca, podrzucającego w górę WASZEGO roześmianego synka. To więź, równie piękna jak twoja i dziecka, pozwól jej się rozwinąć. A pampers założony raz w odwrotną stronę, następnym razem będzie już założony poprawnie :)
niedziela, 27 lipca 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Self-love!
Oprócz zawiłych emocji, które krążą po krwioobiegu z intensywnością adrenaliny u ludzi na rollercosterze, mam w sobie też prostotę starszego...
-
Dziś miałam bardzo intensywny dzień. Wstałam dość wcześnie i dość wcześnie wyszłam z domu, postanowiłam bowiem spędzić dzień aktywnie – na ...
-
Czy kochasz siebie? Własną osobę? Swoje ciało, psychikę, charakter? Po tylu latach patrzenia na świat, miłość do samego siebie stała się dl...
-
-Kiedy wylatujesz? -Za 3 dni. -Ale fajnie! Zarówno Wera, która teraz już pewnie jest w swoim ukochanym Szanghaju, jak i Lucy, któr...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz